Wybór i opracowanie
Witold Suski
.
Wiersze
I cóż winnaś poezjo , że nie dajesz chleba ,
Że gdy kogo ukochasz - najczęściej ma kwiaty
Lub złoty laur na głowie , lecz na butach łaty
I zimą bez paltota liczy gwiazdy nieba ?
Cóż winnaś , że każdemu prawie z tych wybranych
W głowie wrą ciągłe burze , w sercu smutki wieczne ,
Że dni ich życia rzadko bywają słoneczne
I tak często zdradzani są przez ukochanych ?
Poezjo ! kto cię kocha , wszystko ci przebaczy ,
Nigdy cię nie obwinni , nigdy nie okłamie ,
Choć będzie marł z głodu lub konał z rozpaczy .
Aleksander Michaux , pseud.Miron ( 1839 - 1895 ).
W obronie wiersza
Gdy modny bełkot snobistycznej blagi
Krytyk zaciemnia kadzidlanym dymem ,
Doszło do tego , że aktem odwagi
Jest wiersz napisać z rytmem , sensem , rymem.
Tacy są trudni chłopcy nasi , twardzi ,
Patos i liryzm taki wstręt w nich budzi ,
Tak jeden z drugim światem awangardzi ,
Że wiersze pisze jakby pluł na ludzi .
I cóż , że biedne słowa wypokraczy
I wtłoczy w szereg dziwacznych skojarzeń ?
Wiersz kiedy nie jest pokarmem dla marzeń
Gdy nie jest skargą , buntem - nic nie znaczy .
Że go młodzieńcza oślepiła pycha
Prostotę gotów uznać za prostactwo ,
Gdy rozsypie czcionki jak robactwo ,
Widząc tasiemce słów - czytelnik wzdycha .
Mój przyjacielu , nie wstydź się , nie rumień ,
Bo to są słowa , które bałamucą .
Nigdy się twojej pamięci nie wrócą
Ani nie trafią do serc i do sumień .
Poeto , szukaj słowa co nie łudzi.
Znajdź to jedyne , trafne , które przy tem
Łączy się rymem jak lont z dynamitem
A może wreszcie napiszesz dla ludzi .
Antoni Słonimski (1895 -1976 ) .
O słońce !
O słońce , słońce ! Wzburz krzepnącą krew ,
Niech ją rozżarzy twoich ogni zew .
Huragan życia dookoła wznieć
I niech rozkwitnie promienisty kwieć .
O słońce , słońce ! Twoja powódź złota
Już mnie ogarnia jak roskoszy morze …
Promieni twoich upojna pieszczota
Na skroń mą pada , we włosach gorze …
O słońce , słońce ! Już orgia zieleni
Szaleć zaczyna na ziemi zbudzonej …
Już tęcza kwiatów rozpala się , mieni .
Niech w ich blaskach i woniach - utonę
Maria Rubczyńska .
Przedruk [ z ] Tygodnik Ilustrowany , 1925 , Nr .25 .
Piękno
Piękno jest wszędzie ,
Lecz je dostrzec trzeba .
Płynie na chmurach
Po błękicie nieba .
Drży w śpiewie ptaków ,
Na drzewa konarzch.
Harmonią świateł
Pluska w wodnych falach .
Kryje się w kwiatów
Kształcie doskonałym .
Można je ujrzeć
Nawet w listku małym ,
Który się z wiatru
Podmuchami pieści
I rad ze słońca szeleści , szeleści …..
Jerzy Jabłonka ( 1925 - 2000 ) Nieskórz
Przedruk [ z ] J. Jabłonka , Poezje zebrane , Druk MI - 4 ,Ostrów Maz. , 2006 .
Już wiosna
Pączki maleńkie na drzewach ,
Pierwsze listki zielone -
Idę przez wioskę i śpiewam
I płonę …
Krzyk rozmodlonych sadów ,
Ptaków lecących słyszę -
Z pól zbieram tchnienie i radość
I ciszę …
Coś mi się wdziera do piersi ,
Nuty jakieś promienne :
Na płotach wieszam wiersze .
Wiosenne !
Od ludzi do ludzi prościej ,
I ścieżek w chałupy więcej ,
I więcej ludzkiej miłości
W piosence !
Wszystko jakieś jest bliskie ,
Wszystko przybliża i łączy ,
Zielone śmieją się liście
W słońce .
Wszystko jest jakieś inne ,
Świąteczne , upojne odmienne ,
Najdroższe , kochane , niewinne,
W i o s e n n e !
Stanisław Buczyński ( Powiat Przasnysz ).
Przedruk [ z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972 .
Uroda wiosny
Niebieskie oczy ma wiosna
I włosy długie , zielone
Tkane na słońca krosnach
Szaty bogate , złocone .
Twarz ma rumianą od zorzy
I kolorową koronę ,
Kwiaty pachnące i brzozy
Listkami młodymi szumiące ,
Smętek w bezmiarach przestworzy
I serce do szczęścia tęskniące.
Jerzy Jabłonka ( 1925 - 2000 ).Nieskórz , pow. Ostrów M.
Przedruk [ z ] 5 rzek , kwartalnik ,Ciechanów , 1965 , Nr. 3 (36 ).
Wiosenne widoki Bugu
Szeroko Bug roztoczył swe wiosenne wody
Pod porannym błękitem majowej pogody ,
Jest gdzie oku pobujać , pohulać gdzie łodzi
W tej niezmiernej , po łęgach rozlanej powodzi :
Jest i myśli gdzie w skrzydła jak czajce uderzyć ,
Jest się pieśnią gdzie rozbrzmieć i głosem zamierzyć,
I dech swobodny leci i nie powstrzymany ,
Aż u wołyńskiej kędyś rozbija się ściany ,
Rzeka wysoko stoi w oboim swym brzegu ,
Jak czara po wrąb pełna . Nie widać fal biegu ,
Woda ledwo się marszczy i ledwo oddycha ,
Gładka , równa , wezbrana , ogromna i cicha .
Brzeg lewy ( * ), poszarpany , gliniasty wysoki ,
Kłami w rzekę się wgryza i tworzy zatoki ,
Ciemne , z iłu wybrane , tak niezmiernej głębi ,
Że woda tam i latem , jak lodowa ziębi .
Wzdłuż brzegu , tuż nad rzeką , w glinie żółtej , w mule
Czernieją krągłe gniazda jaskółek , jak kule
W murze fortecznym , gęsto ostrzelanym w boju ;
Nad gniazdami lekkiego gałęzie powoju ,
Kocierpa , ligustr , zwana popspolitym mianem ,
Wiklina z prętem złotem i ciemnorumianem ,
Wierzba , żółte do wody sypiąca kosmacze ,
I ostrężyna , w której co noc słowik płacze .
Spodem krzew drobny , trawy zroszone i ziele ,
Podbiał liście , jak tarcze wysrebrzone , ściele ,
Komonica , rozchodnik i bujne łotocie ,
W blasku liści i kwiatów kąpiące się w złocie ,
I bezimienna zieleń , ta rzeczpospolita ,
Co ptactwu niebieskiemu i słońcu zakwita ,
Splątana w gąszcz , nie puszcza od rzeki spojrzenia.
W górę , od chłopskich pólek żyta i jęczmienia ,
Co w wąskie , gęsią szyją wyciągnięte sznurki
Upadają w doliny , wstępują na wzgórki .
Wskroś zbóż i sadów , wioski strzechami siwemi ,
Gęsto sadzone , kupą trzymają się ziemi ,
Chruścianym płotem znacząc działki swe na roli .
Gdzieniegdzie dwór bieleje wsród smukłych topoli ,
A z cienia lip odwiecznych wybłyska na zrębie
Cerkiewki dach blaszany i krzyż i gołębie.
Prawy brzeg ( * ) położysty , rozesłany , łężny :
Otwiera się przed okiem widok niebosiężny
W pastwiska , w oczerety , w mokradła i w łąki ,
Gdzie błotnie krzyczą czajki i hukają bąki ,
A nad nimi , jak ochmistrz tej całej kapeli ,
Bocian głośnym klekotem na takty ją dzieli .
…………………………………
Maria Konopnicka ( 1842 - 1910 )
Ostatnie zwrotki traktujące o lecie i jesieni pominięte .
( *) Autorka nazywa brzegi opisując krajobraz ,, pod prąd rzeki ". Nazewnictwo geograficzne jest zawsze z uwzględnieniem spływu rzeki .
Przedruk z Mazowieckie rytmy . Antologia poezji o Mazowszu .Towarzystwo Naukowe Płockie , Płock 1973 .
W maju po deszczu
Rozkrzyczały się ptaki majowe ,
Biały motyl wzlatuje do słońca .
Kwiaty stoją po deszczu jak nowe ,
Tęcza łukiem o niebo ptrąca ,
Serce dzwoni dzwoneczkiem liliowym .
Nogi całkiem przemokły od rosy,
Mokrej trawy , co sięga kolana ,
Idę świeży , radosny i bosy
Po tej łące co kwieciem usłana.
A na łące , wśród świeżej zieleni ,
Stara olcha nad wodą się chwieje ,
Przy niej strumień kryształy swe leje ,
Świeżym deszczem wezbrany się pieni .
Ryszard Marcin Mrozek . Warszawa .
Przedruk [ z ] Poeci robotnicy ,K i W , Warszawa 1979 .
Ranek
Świta ! Niebo szarzeje na horyzoncie ,
Za chwilę pierwszy ciepły promień słońca ,
Przedzierając się przez zwarte konary drzew ,
Padnie na srebrne krople rosy , a krzew ,
Dziko rosnący nad jeziorkiem pod sosną ,
Radośnie wykręci do słońca kiście ,
A drzewa i rośliny czując , że rosną ,
Wypełnią sokami swe żyłki rzęsiście .
Słońce zbudziło już cały zielony las ,
Chór ptaków odezwał się śpiewem ,
Radosny ptasi koncert ukoił i nas ,
Dalej skowronek swe trele pod niebem
Wyciąga , by chwalić piękny dzień ;
Sarna do wody się skrada ,
Wąż chowa się w paproci cień ,
W taki ranek kamień z serca spada ,
Kiedy się budzi do życia dzień .
Stefan Bolejko . Warszawa .
Przedruk z Poeci robotnicy , K i W ,Warszwa 1979 .
Garłacze
Ciszej nieco ! Ciszej
muzykanci leśni .
Ależ słyszę , słyszę
o wy z gęstwin cieśni .
W fortissimo całe
jeden przez drugiego,
czyście tknięci szałem ?
Nie pojmuję tego .
Alboż dnia wam mało
pierzyści mistrele ,
serce zadurzało
narkotycznym trelem .
Ech ! co tam … śpiewajcie
a bieżże was licho .
Tylko o głos dbajcie
w tę noc , chłodną , cichą .
Odkąd gaj jest gajem ,
zawsze o tej porze ,
ptactwo koncert daje
o wieczornej porze .
Ryszard Michał Kowalik . Warszawa .
Przedruk [ z ] Poeci robotnicy , K i W , Warszawa 1979 .
Skowronek
Skowroneczek furknął w glebie ,
Zatrzepotał w drobne skrzydła ;
I jak gdyby zwisł u sidła ,
Śpiewa ziemi pieśń o niebie .
O co prosisz skowroneczku ,
Czy o pokój w twem gniazdeczku ?
Czy o ziarnko - drobną miarką ?
Czy o wody dla ochłody ?
Ja o szczęście proszę wioski
Bom ja śpiewak Matki Boskiej !
A gdy ludziom dobrze , czule ,
To i ja się gdzieś przytulę.
A więc lecę pod niebiosy
I niebieskiej błagam rosy ,
Błagam burzy urodzajnej
Aby rosła niwa , łąka ,
Płodnej ciszy , ciepła , słonka …
I to pacierz mój zwyczajny .
Wincenty Pol ( 1801 - 1875 )
Przedruk [ z ] Dzieła W. Pola , tom I , Nakł . Sp. Wyd. K. Miarki , Mikołów G. Śl.
Słowik
Nad wszystkie bale i orkiestry ,
ponad chórów głosy wdzięczne ,
w szarym fraczku dyrygent nie większy
od maleńkiej piąstki dziecięcej .
Organista brzozowych klawiatur ,
od laurów wolny jak wiosna ,
kochanek wszystkich kwiatów ,
strojny w księżycowy odblask .
Złocony słoneczną pamięcią ,
wielbiony w żabiej litanii ,
najbliższy zazdrosnym kaczeńcom ,
którym śpiewa arie i hosanny .
Wyróżnić świat , wysłowić
tak pięknie i wiernie ,
potrafi tylko słowik
zakochany w maju śmiertelnie .
Tadeusz Franciszek Machnowski
Przedruk [ z ] Poetycki Almanach Kurpiowszczyzny , T. P.O , Ostrołęka , 2002 .
Wianki
W noc śwętą Kupały , najkrótszą noc roku ,
od dawna na wody puszczane są wianki .
Ten zwyczaj ma w sobie tak wiele uroku ,
czczą go niezmiennie Kupida kochanki .
Gdy słońce już zajdzie i wieczór zapada ,
a światło księżyca na rzecznych drży falach ,
nad Bugiem się zbiera panienek gromada
i każda na wianku dwie świeczki zapala .
Przyzywa marzenie co w sercu jej gości ,
i wianek swój puszcza z nadzieją w nurt rzeki ,
wpierw kreśląc znak krzyża , znak wielkiej miłości .
Tak czynią wyszkowskie dziewczyny przez wieki .
Gdy ognie na wieńcu znikają w ciemności ,
to termin ich ślubu jest niezbyt daleki .
Józef Bułatowicz
Przedruk [ z ] Józef Bułatowicz , Wyszkowskie impresje , LSW , Warszawa 2002 .
Lipcowego południa …
Lipcowego południa polne zamyślenie :
Powietrze szafirowe , drgające spiekotą ,
Po polach żółciejące bujnych zbóż kiścienie
I łubinów kwitnących gorejące złoto .
Od różowych koniczyn wiatry idą słodkie ,
W pszczelych migotach brzęczą białe gryki ,
Skłania się łanem szumnym kłosie żyta wiotkie
Wśród bezustannej , dzwonnej , świerszczowej muzyki .
Zda się jakieś słoneczne , płomieniste święto
Twórczym weselem ziemię kwitnącą okala .
Barwne przydroża dyszą tymianem i miętą ,
Po łąkach traw nagrzanych przelewa się fala .
( początkowa część wiersza Ruiny ).
Bronisława Orłowska ( Warszawa 1905 r )
Przedruk [ z ] Antologia liryki Młodej Polski , Ossolineum , 1990 r.
Do łanów
Łany i łany - jak zasięże oko !
I miło sercu i duszy szeroko ,
Gdy wpław się puści po kłosów fali
I żyznym światem płynie coraz dalej.
Więc witaj w Bogu ziemio urodzaju !
Błogosławieństwa ! Witaj chlebny kraju !
Jak czysta roskosz cieszyć się bławatkiem ,
I ludzkich dzieci szczęśliwym dostatkiem !
Jak wielka siła , co tworzy spokojnie ,
Jak wielka łaska , co tak darzy hojnie !
Ileż miłości po tych miedzach siadło !
Z czyjej to ręki tyle ziarna padło ?
Ileż nadziei zdano w dobrej wierze ,
A nikt tych skarbów w polu nie strzeże ?
Wielkie to znaki Opatrzności Bożej ,
Że nad tym ziarnem sam Pan czuwa ,
I niebem swoim ponad rolą suwa ,
Gdy kmieć na roli ziarno już położy.
Krzyżowa droga w łanach się przewija ,
I na rozstajnej drodze stoją krzyże ,
I polny konik swoją piosnkę strzyże ,
I płyną kłosy - lecz nie wiedzieć czyja
Miedza i rola i rozstajna droga ?
Kto tutaj ziarno rzucił w dobrej wierze ?
Kto krzyż postawił i uczcił tu Boga ?
I czyja ręka ten plon jeszcze zbierze ?
Wincenty Pol ( 1807 - 1872 )
Przedruk [ z ] Dzieła W. Pola , tom I , Nakł. Sp. Wyd. K. Miarki , Mikołów D. Śl.
Dwa wiatry
I . Pędzi wiatr ! Huczy wiatr !
Skąd ; od morza , czy od Tatr ?
Bo tak pędzi , jak szalony ,
że nie zgadniesz z której strony .
Ludziom pyłem w oczy sieje ,
zboże w polu w strachu mdleje .
Jak zawieje , jak zakręci ,
bez litości , bez pamięci.
Wleciał w sadek , zachichotał
i pół śliwy obłomotał .
W okno chaty sypnął piachem ,
zakręcił się ponad dachem ,
zerwał z strzechy dwa kitacze
i po polu z nimi skacze.
Wreszcie świdrem pognał w górę ,
pewnie chce oberwać chmurę .
To ci wiatr , pędziwiatr ,
niechby spoczął , niechby siadł .
II . Narodził się gdzieś w dolinie ,
cichuteńko polem płynie .
Lekko musnął żytnie kłosy ,
nie obtrząsnął nawet rosy .
Pieszczotliwie dmuchnął w kwiatki ,
cicho stuknął w okno chatki .
Wpełzł do sadku cichuteńko ,
pomaluśku , pomaleńku.
Cicho w listeczkach szeleści ,
grusze i jabłonie pieści .
Wreszcie pod śliwami siadł ,
to ten drugi , cichy wiatr .
Paulina Hołyszowa
Przedruk [ z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972 .
Burza
Nadciągęły ciężkie chmury ,
Przysłoniły błękit czysty ,
Słychać z dala szum ponury,
Wiatr się zerwał porywisty .
I zawodząc w różne tony,
Niby jęki , niby skarga ,
Gnie ku ziemi drzew korony
I z gałęzi liście targa .
Już nadciąga nawałnica ,
Coraz groźniej , coraz bliżej ,
I co chwila błyskawica
Zygzakami chmury strzyże .
Przecinając w różne strony
Pułap nieba zasępiony ,
Raz po raz wkoło zdradnie
Bije gromem , gdzie popadnie .
Franciszek Święcki ( Wysokie Mazowieckie , ok. 1930 r. ).
Przedruk [ z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972.
Dziewanny
Suknie mają zielone
i złote wstążki we włosach
a stopy bose w piasku zanurzone .
Tak dziewanny stoją , tak idą
od korzeni do nieba bez końca
i stroją mazowieckie drogi
zapachem słońca .
Oj ! dziewanny , dziewanny
księżcowe panny
ostom poślubione .
Jolanta Stachowska .
Przedruk [ z ] Almanach . Poezja i proza. LSW , Warszawa 1973 .
Słoneczniki
Za chruścianym , gęstym płotem
Rosną - kwitną słoneczniki ;
Płoną - gorą licem złotem
Wiejskich sadów latarniki .
I za słońcem - jasnym słońcem
Niby czarem tknięte dążą ;
Krągłym licem gorejącym
Bezustannie - z wolna krążą .
Ja - na łożu traw zielonem
W półmarzeniu , w półuśpieniu ,
Pod szerokim , starym klonem
Leżę - krążę -szukam cieniu .
Krążę wciąż za cieniem - mrokiem ,
Jakbym drżał na słońca blaski ;
Słoneczniki drwiącym okiem
Patrzą na me wynalazki .
Antoni Lange ( Warszawa 1895 ).
Wiersz z cyklu Sielanki . Plein - air ( pełne powietrze ) .
Przedruk [ z ] Antologia liryki Młodej Polski , Ossolineum ,Wrocław 1990.
,,Spacer z księżycem "
Kiedy wieczorem żuraw skrzypi
gdy dzwonią wiadra i rżą konie .
Z księżycem idę na spotkanie ,
kieliszek chłodnej rosy wypić .
Rosa ma wtedy smak nadzieji ,
pachnie skoszonym , świeżym sianem .
Księżyc popija sobie z rogu
a ja wypijam całym ciałem .
Gdy już dobrze mamy w czubie ;
księżyc nadęty niby bania ,
usypia na maleńkiej chmurce .
Ja zaś w pachnącej kopie siana .
Czesław Kondraciuk
[ w ] ,, Kojarzenie snu " Wydawnictwo Lubelskie .
Przedruk [ z ] 5 rzek , kwartalnik , rok XI ,1967 , nr . 3 ( 44 ).
Do puszczy
Co to za dziwne , co za Boże głosy
Jeśli je dusza w natchnieniu zrozumie ;
Kiedy nad głową cała puszcza szumi
I swych pokoleń opowiada losy !
Niby na morzu płyną wielkie fale
Wierzchem sklepienia - gaiste - swobodne -
Sporne - niesporne i zgodne - niezgodne -
Groźby - nie groźby i żale - nie żale :
Lecz wszystkie razem tak wielkiego tchnienia ,
Jakby im poszło gdzieś od słów stworzenia !
Co znów za urok ! kiedy głucho stanie
Odwieczna puszcza na Boże zaranie .
Nieme olbrzymy stoją niby we śnie ,
Jednak duch taki spod tych sklepień wieje ,
Że całych wieków - a bezkrwawe dzieje -
Stają od razu ! Stają tu współcześnie ,
Życiem zielone i potęgą żywe ,
I jako słowo stworzenia szczęśliwe !
Puszcza - to wielka jest natury księga !
Niema - a mówi kto ją duchem pyta ,
I kto do dziejów i natury sięga ,
Z niej tylko cząstkę tajemnic odczyta ….
Wincenty Pol ( 1807 - 1872 )
Przedruk [ z ] Dzieła W. Pola , tom I , Nakł. Sp. Wyd. K. Miarki , Mikołów G. Śl.
Puszcza
Czy widziałeś te sosny
tak dumnie wyniosłe,
Świerki niebotyczne
i dęby porosłe mchem brodatym
Od podstaw aż hen
po sklepienie.
Stare lipy - olbrzymy,
co są jak marzenie ?
Czy widziałeś jak zwartą
gromadą od ziemi ,
Młodzieży bujnej legion
pnie się za staremi ?
A czyś wiosną posłuchał
cudowną pieśń głuszca .
Nie ? Idź usłysz i zobacz
- poznasz, że to puszcza.
J . J . Karpiński ( 1896 - 1965 ).
1. Zaklinam ciebie , o ty ciemny lesie
Przez tę ciszę twoją !
Zaklinam ciebie , niechaj mnie ukoją
Twe szumy !.
Niechaj , jak dziecię rozpłakane , senne
I trwogą drżące
Niechaj , jak dziecię , serce bolejące
Uciszę !
Tu jak w świątyni tajnej przyrodzenia
Anioł przelata
Tu , jak w świątyni , dzieli mnie od świata
Milczenie !
Gibkie kolumny dębów i sosen
Pod niebo dąża;
Gibkie kolumny łączą się i wiążą
W Arkady .
2. A sosny śmigłe szumią a szumią
A brzozy liściem trzęsą
A dzień się przez nie jak sitem sieje
I patrzy złotą rzęsą .
Czasem gdzieś gołąb zagrucha
Czasem wiewiórka świśnie
A jarzębiny w kolorach stoją
I pachną leśne wiśnie.
A jakie tam gniazda są ptasie,
Furkania i szczebioty
Gąszcz a słońce przeciska
promyk złoty .
Teksty 1 i 2 -
Maria Konopnicka ( 1842 - 1910 ).
Letnisko . Las .
Idziesz lasem , ścieżynka taka wąska ,
Słońce śle ci gorące całunki przez liście ,
Cisza … czasami sucha szeleści gałązka ,
Albo drzewa zaszumią dziwnie uroczyście .
Idziesz lasem bez celu … Wszak to letnie wczasy ,
Kiedyś życie codzienne odsunął na stronę ,
I znów są niby twoje wzgórza , pola lasy ,
Tak cudną , żywiczną wonią przepojone .
Do lasu się wymykasz w ten upalny dzień ,
Odetchnąć , gdzie ożywcze , sosnowe balsamy ,
Nabrać w płuca tych przeczystych tchnień ,
Do których , tu w mieście wzdychamy .
Do lasu się wymykasz na różowy wrzos ,
Złociste miodowniki i dzwonki liliowe ,
A w lesie echem w sercu dzwoni wilgi głos ,
I szary mech przytula twą znużoną głowę .
M .v. W. Sendlerowa .
Przedruk [ z ] Rodzina Polska .Miesięcznik Ilustrowany ,Rok 1929 ,Nr.6.
A gdy przyjdzie
godzina mojego zachodu
Nad wszystko w dzikiej przyrodzie
Co żyje , oddycha i śpiewa
Nad wszystko co kocha i tęskni ,
Miłuję leśne drzewa .
Nie te ze szpalerów strzyżonych
Stojące w karnym szeregu ,
Nie te z ogrodowych aleji
Zrównane od brzegu do brzegu .
Ale te , które zrodziła
W swych głębiach puszcza dziewicza ,
Te które strzelają ku niebu
Jak szumny wiersz Mickiewicza .
Te które w słońcu się śmieją
I boleśnie płaczą na wietrze ,
Te co od burz są głośniejsze
I od milczenia cichsze .
A gdy już usnę na wieki
Niech sen mi się przyśni królewski ( wspaniały )
Niech mnie kołysze do marzeń
Szum Puszczy Białowieskiej ( Białej ).
Julian Ejsmond ( 1892 - 1930 ).
Na ścieżce marzeń
Ścieżka mych marzeń w mroczny las
Przez mchy i wrzosy mnie prowadzi ,
A gdy nadejdzie łowów czas
Spłoszona sarna przez nią sadzi .
I rudą kitę wlecze lis ,
Klucząc pośród paproci ,
Poprzez gałęzie słońca błysk
Jeleniom wińce złoci .
W gęstwinie zawył głucho wilk ,
Odyniec szczeć o pień wygładził
I ciężkim truchtem w kniei znikł .
Scieżka mych marzeń w las prowadzi .
Krystyna Łoś
Wiersz drukowany [w ] Łowiec Polski , 1960 , nr 4 .
Przedruk [ z ] Poezja i łowy , Wyd. Uniw. Wrocław., Wrocław 1994 .
Sosna
Na złotych piaskach wyrosłaś.
O sosno !
Gdzie rdzawe mchy tylko rosną.
Ty w niebo czoło podniosłaś.
O sosno !
Stoisz jak mara cmentarna .
Sieroto !
Dookoła blaski i złoto .
Ty smutna i czarna.
Sieroto !
Sięgasz lazurów gdzie stropy .
Ty dumna !
Lecz kwiatów gromada tłumna
Nie błyszczy pod twymi stopy ,
Ty dumna !
Bo nie dasz cienia tej ziemi ,
O sosno !
Tylko rdzawe mchy rosną
Pod konarami twojemi .
O sosno !
Bronisława Orłowska ( 1881 - 1928 ).
Na wierzbę
Wierzbo ty moja , którą wiek on stary
Mianem przyodział najpiękniejszej wiary
Przeto , że pierwsza u wiejskiego płotu
Pękasz na powiew ciepłych dni powrotu ;
Witam cię , drzewo , ty najmniej cenione ,
Piasków Mazowsza jedyna ozdobo !
Ilekroć myślą zwracam się w tę stronę ,
Na pustej wydmie wraz się schodzę z tobą ,
Z twą rozwichrzoną spotykam zielenią
Nad wodą , w polu i przed chłopską sienią .
Pszczoła na ciebie nie zabiega skrzętna
I chrząszczyk tylko twych się czepia liści ,
A tymi przecież najwięcej pamiętna
I tymi jedna szumisz najojczyściej .
Drzewino biedna , to raz rozżalona ,
Kiedy się zchylasz nad mogiłką szarą ,
To raz żałośnie z zbolałego łona
Tony ciągnąca pastuszą fujarą ,
To raz na fale mej rodzinnej rzeki
Rozdzielająca włosy , topielico ,
To oddalona od lasów opieki ,
Gdy wichry w szpony cię pochwycą ,
O wierzbo moja , masz ty swoje wdzięki ,
Drzewo najmilszej , rodzinnej piosenki !
……………………..
Palmo Mazowsza , któraś nam wesele
Niosła na każdą Palmową Niedzielę ,
Kiedyż cię polskie dzieci znów pochwycą
I pieśń zanucą : ,,Witaj nam , rodzico ,
Ojczyzno nasza !
………………………
Teofil Lenartowicz ( 1822 - 1893 ).
Przedruk [ z ] T. Lenartowicz , Poezje wybrane , L.S.W. , Warszawa 1974.
Babie lato
Nad polami ,ścieżynkami , pędzi babie lato ,
Swoją srebrną , cienką przędzę rozciąga bogato .
Czasem prządka nie dokręci swej nitki do końca ,
Wtedy leci rozwichrzona , bieli się do słońca .
Nad potokiem stoją olchy - stare , zasępione ,
A u nóg ich babie lato wszędzie rozścielone .
Czasem spojrzy w stronę ziemi wysmukła topola ,
Widzi - od babiego lata bieleje się rola .
Liście na drzewach barwę swą zmieniają
I leciuchno po jednemu z szelestem spadają . …………..
Janina Guzy
Przedruk [z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972 .
Czas jesieni
Czas jesieni -
Drzewa dobrowolnie
poddają się wiatrom ,
rozczesują włosy złote
targane pieszczotą
- zatracają się .
Wiatrom pod nogi
rzucają liście złote ,
hojne w swej dobroci
- do ostatniego .
A potem umęczone ,
obdarte , łzy topią
w deszczu .
Sława Buszta
Przedruk [ z ] 5 rzek , Ciechanów , Rok XI , 1967 , nr. 4 ( 45 ).
Klejnoty jesieni
Pełne klejnotów są skarbce ziemi ;
Purpurą krwawą błyszczą rubiny ,
W brylatach siedem barw tęczy się mieni ,
Jak fale morskie lśnią akwamaryny .
Złoto kowane w kształty przedziwne ,
Żółte jak małe słońca topazy ,
Turkusikowe kulki naiwne
I sznury pereł , białych bez skazy .
W dzień słonecznej , polskiej jesieni,
Gdy drzewa pełne są barw - klejnotów ,
Sypią się liście do skarbca ziemi :
Koral , szmaragdy , topazy , złoto .
Petronela Pawłowska Ostrów 1978 .
Przedruk [ z ] P. Pawłowska . Wiersze . Tarnowskie Towarzystwo Kulturalne , 1993 .
Znów lecą liście
Znów lecą liście .
Wiatr je miecie , miecie .
Suną w szumie w świście
po jesiennym świecie .
Znów lecą liście
barwne , szeleszczące ,
ścielą się ogniście
pod blednącym słońcem .
Idą duchów śladem
a wiatr ciska , ciska
w pustą amfiladę
liście w żółtych błyskach .
Sterczą gałęziska ,
kostropate miotły .
Huczą w nich wietrzyska
dmą , łomocą w kotły .
Dzień za dniem uchodzi ,
dzień za dniem ucieka .
W liści tych powodzi
płynie czasu rzeka .
Ryszard Michał Kowalik Warszawa .
Przedruk [ z ] Poeci robotnicy , K i W , Warszawa 1979 .
Żurawie
Nad puste ścierniska i ugory ,
Nad pożółkłe lewandy i jaskry ,
Odlatywały klucze żurawiane ..
Długie , długie , rozwiane na bezmiary ,
Obłąkane .
Leciały po szarym niebie ..
Przez mgłę bezdenną ,
Nad nagie pola i bory ,
W pustkę beznadziejnie jesienną
Odlatywały nie patrząc poza siebie …
Sznury za sznurami , sznury za sznurami ,
Hen , hen ,
Leciały nad polami
Niknące jak sen …jak sen ..
Pamiętam …życie mi zbiegło tak prawie ,
Jak te żurawie we mgły odlatujące …
Jak te żurawie ……..
Bronisława Ostrowska ( Warszawa 1902 ).
Przedruk [ z ] Antologia liryki Młodej Polski ,Ossolineum , Wrocław 1990.
Szczęście
Nie wiedziałam , co to jest szczęście …
Teraz już wiem .
Szczęście chodzi po pustym polu
Ze mną i z psem.
Na ścierniskach przystaje milcząc
I słucha ech …
Roztapia się w bladym niebie
W jesienny zmierzch .
Wraz ze słońcem znika za lasem
Jak leśny bóg .
Tak jak ja kocha zapach żywicy
I urok dróg .
Nie wiedziałam , co to jest szczęście ,
Teraz już wiem .
Szczęście bywa raz gwiazdą , raz ptakiem ,
Raz mchem .
Siada ze mną na zżółkłej trawie
W wieczorny czas
I rozpala w przepaściach nieba
Rój ciemnych gwiazd …
Gdy odchodzę , zostaje wśród wrzosów
Wśród sosen pni ,
Lecz wie dobrze , że kiedyś wrócę
Na wiele dni …
Nie wiedziałam , co to jest szczęście ,
Teraz już wiem .
Szczęście chodzi po pustym polu
Ze mną i z psem .
Krystyna Ignasińska
Przedruk [ z ] Łowiec Polski , 1958 , nr 21.
Zimowe gody
Znikły płatki zielone
z drzew poczerniałych gałęzi ,
Zmilkły świergoty ptaków -
żurawi przeciągłe wołania ,
Poszarzał cały świat
w ciemnej jesieni powięzi ,
A gruba mgieł zasłona
stal widnokręgu przesłania .
Hen z syberyjskich płaszczyzn
wschodni się wicher porywa ,
Ostrym swym oddechem
szkli wody i trawy zamraża ;
Powoli , z dala , ostrożnie
chmur czarnych sunie się gromada
I zimnym , drobnym deszczem
błotnisty grunt obdarza .
Lecz oto nocy którejś
cud stał się śnieżnobiały ,
Odmłodniał nagle świat ,
w śnieżne spowity puchy ,
Lasy , pagórki , pola
strój nieskalany przywdziały ,
Zabłysnął jasny dzień -
pierzchnął bez śladu cień głuchy .
…………………………….
I. Sulima - Henszel
Wiersz drukowany [ w ] Łowiec Polski , 1931 , nr 6 .
Przedruk [ z ] Poezja i łowy , Wyd. Uniw. Wrocławskiego , Wrocław 1994 .
Zimą
Zimą przylatują z północy
jemiołuszki , gile , czeczotki
podrzucone sierotki
do Polski ciepłej ciotki .
Sarny odgryzaja kory drzew ,
w lutym dzięcioł zielony
bawi jak cudzy grzech .
Ks. Jan Twardowski
Przedruk [ z ] Jan Twardowski . Wiersze , Wyd. Rhema , Białystok 1996 r.
Pochwała rzeki Bug
Nie nęci mej pieśni Solmacys zdradziecki ,
Ni żródła święcone Wenerze ;
Żaden zdrój łaciński lub grecki
Dziś ze mnie ofiary nie bierze .
Przebaczcie Paktolu i Cydnu zatoki ,
Że dla was strun moich nie trącę ,
I ty , ojcze Tybrze głęboki
Nie czekaj na pieśni gorące.
Ja będę opiewał Bug wrzący i skory ,
Co Wyszków od skwarów osłania ,
I dżdżyste jesienne wapory
Wyziewa lub nazad pochłania .
O Bugu ! o czysty wód świętych krysztale !
Jakaż mi Pierys pozwoli ,
Bym konchą czerpnąwszy twą falę ,
Ugasił pragnienie do woli ?
O Bugu , którego głębiny nie zmierza
Ni wiosło , ni śmiały bród ludzi ,
Ni trzoda bliskiego pasterza ,
Swawolnym pływaniem nie brudzi .
Nie pali twej wody od wierzchu do głębi
Spiekota w południa zacisze ;
Mróz ciebie nie ściska nie ziębi ,
Lecz wietrzyk ciepławy kołysze .
Gdy przecię na wiosnę szeroko rozlany
Wypłyniesz na środek zagonów ,
I łąki wyszkowskie i łany
Użyźniasz do kwiatów i plonów .
Jak miło się wsłuchać w twój szelest i gwary !
O rzeki najczystrze , najzdrowsze !
O Bugu i Narwi ! do pary !
I w parze opłyńcie Mazowsze.
Czy wieszczom Febowym dać wiarę się godzi ,
Zawierzcie , zawierzcie potomni !
Wkrótce się poeta narodzi ,
Co naszą piosenkę przypomni .
On wodom ojczystym wywiąże się z długu
I odda należny dank cześci ,
On i was , o Narwi i Bugu !
Na lirze głośniejszej obwieści.
Maciej Kazimierz Sarbiewski ( 1595 - 1640 ) .
Wiersz powstał ( w j. łacińskim ) ok. 1633 roku w czasie pobytu autora w pałacu biskupów płockich w Broku.
Przedruk [ z ] M. K. Sarbiewski , Liryki , Warszawa 1980 .
Moja rzeka
Fragment .
Nad błękitną moją Narwią
Najpiękniej się łąki barwią ,
Najmiłośniej szumią drzewa
I najmilej słowik śpiewa .
Nad tą rzeką , nad tą moją ,
Poświęcane chaty stoją ,
A w nich zbożność i prostota
I pogoda mieszka złota.
Dużom roił i doznawał ,
Przemęczyłem życia kawał ,
A te brzegi , choć tak skromne,
Zawsze myślom mym przytomne.
Twoją postać nie uczoną
I twą mowę nie pieszczoną
Zapamiętam do mogiły ,
Nadnarwiański kmieciu miły!
Twoja czapa z kokardami
I sukmana z pętlicami
Bardziej cieszą oczy moje ,
Niż zamorskie dziwne stroje.
Wiem , jak w polu kosą śmigasz ,
Jak od święta wąs przystrzygasz ,
Jak za dziewką w tańcu biegasz ,
A w kościele krzyżem legasz.
Znam twe pieśni i twe baśnie ,
Znam przyjaźnie i znam waśnie
I zawsze mnie silnie wzrusza
Twoja prosta , szczera dusza .
Nad brzegami mojej rzeki ,
Są na smutek dobre leki ,
Co ratują od rozbicia ,
I wracają chęć do życia .
Wiktor Gomulicki ( 1848 - 1919 ).
Zaszumiały wody Narwi
Zaszumiały wody Narwi ,
Grają pienia miłą zwrotką .
Księżyc blaskiem wody barwi
I na falach igra słodko.
…….
Ciepły wietrzyk lekko wieje
I wierzbinę w śnie potrąca ,
A ze szczytów doń się śmieje
Poezyjny blask miesiąca .
………
I takiego one czaru ,
Szepty nocnych wód rozlanych ,
I takiego one gwaru ,
Jak szeptania zakochanych .
Takie czułe szumów pienie ,
Gdy je księżyc blaskiem złoci ,
W takiej drogiej onie cenie ,
Jak nie znany kwiat paproci .
Bo nam nucą czułe dumy ,
Co po kraju hen rozniosły ,
Jak nam drogie Narwi szumy
Gdzieś głęboko w serca wrosły .
Seweryn Skulski .
Przedruk [ z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972 .
Rzeczułka
Wodo , śpiewaczko , wodo samograjko ,
zarosłaś rzęsą , niezapominajką ,
schowana w tarwie , śród torfów zapadła ,
bulkocesz na dnie w swą fletnię ,- zajadła .
Świergoczesz szybko , niejasno lecz zwięźle
w mule , pod którym piosenka twa grzęźnie ,
pchana przemożną , nieodpartą chętką
by coś oznajmić prędko , prędko , prędko !
Znowu mam suknię i włosy dziewczęce :
zbiegam , pod struny twe podkładam ręce …
Na trzcinach lekkich chwieją się motyle ,
twarz potrącając , którą do cię chylę
pośród gęstwiny co gorącem bucha .
O moja , o siostrzyczko , słucham , słucham , słucham …
Kazimiera Iłłakowiczówna ( urodz.1892 )
Przedruk [ z ] Poezja polska od średniowiecza do wspóczesności , Wyd. SARA , Warszawa 2001 r.
Wieczór nad Broczyskiem
Nad rzeką Brokiem wieczór szary
Rozciągnął cicho macki senne:
Ostatnie blaski dnia promienne
Zapadły w trzciny i szuwary .
Nad smętną tonią wierzby płaczki
Perłami rosy głowy stroją ;
Opodal olchy krzywe stoją ,
W zaroślach gderzą dzikie kaczki .
W bieli oparów fala drżąca
Krętym korytem wolno płynie
I nim w oddali ciemnej zginie ,
Odbite gwiazdy na dno strąca .
Na niebo księżyc wszedł miedziany ,
By fioletowe złocić cienie ;
W krąg żaby skrzeczą niestrudzenie
I czajka kwili nad łąkami .
W zapachach ziemi mrok się nurza
Kładąc się miękko w traw grzebieniach ;
Powietrzem pełzną zbóż westchnienia
Z nad pól Złotorii i Nieskórza .
Jerzy Jabłonka ( 1925 - 2000 ). Nieskórz , pow. Ostrów Maz.
Przedruk [ z ] 5 rzek ,Ciechanów , rok VIII , 1964 , nr. 3 ( 32 ).
Wymakracz
A gdzie twoja fantazja Wymakraczu mały ,
gdzie wiosenne kaprysy , lipcowe dąsanie ?
Tylko w wiernej pamięci i snch pozostanie
twój slalom po dolinie , twój humor wspaniały .
Bawiłeś się z dzieciarnią w płytkich rozlewiskach ,
pilnie strzegąc przed nami tajemnic głęboczy .
Dzisiaj wąską linijką senne wody toczysz
a twój obraz u wielu łzy wspomnień wyciska .
Zniewololi cię ludzie wymyślonym planem
i zmienili urodę urzędowym strojem .
Dumnie szumią nad tobą łany łąki sianej .
O czym śpiewasz dziś rzeko ? Pewnie o tych czsach
Kiedy dzieci gromadnie szły w objęcia twoje
rozbierając się śmiesznie w marszu do golasa.
Józef Bułatowicz ( Wyszków 1988 ).
Przedruk [ z ] Poetycki Almanach Kurpiowszczyzny , T.P.O. , Ostrołęka , 2002 .
Jak to na Mazowszu
Po szerokim polu modra Wisła płynie ,
Pochylone chaty drzemią na dolinie ,
Nad wodą zgarbiony stary dąb żylasty ,
Kędy bielą płóta wesołe niewiasty .
Po łące bociany stąpają powolne ,
W owsach brzęczą świerszcze polne ,
A z borów cienistych leśnej okolicy
Rozwiewa się wonność sosnowej żywicy .
Po niebie obłoki jak bieluchne runo ,
Słoneczkiem przeciekłe , pod błękitem suną .
Na wodzie , na Wiśle , wśród ciszy poranka
Płynie łódź flisowska jak szara cyranka ,
A za nią ładowne pszenicą galary ,
Szum wioseł na falach i śmiechy i gwary .
Po boru jagody dziewczę rwie na wrzrosie .
I śpiewa miłemu ,, Płyń głosie po rosie " .
Po długiej dolinie tęskne tony cieką
I słychać piosenkę daleko , daleko .
Gdzie się obrócisz , nad Wisłą , nad Bugiem ,
Brzmi nuta serdeczna , za bydłem , za pługiem ,
Po wodzie srebrzystej , po zielonym gaju -
Jakby jedna dusza była w całym kraju .
Oj , śliczna to ziemia to nasze Mazowsze !
I czystsza tam woda i powietrze zdrowsze ,
I sosny roślejsze i dziewki kraśniejsze ,
I ludzie mocniejsi i niebo jaśniejsze .
Gdzie mi tak na świecie kto zagra od ucha ?
Gdzie mi się rozśmieje tak raźna dziewucha ,
Gdzie mi pokażecie naszą chatę lichą ,
Taki bór szumiący , taką łąkę cichą ?
Kędy ja usłyszę tyle ptastwa wrzasku ?
Skąd mam modrej Wisły i białego piasku ?
Serce moje , serce do tych lasów goni ,
Do Wisły , do Wisły - oj , tęskno mi do niej !
Szczęśliwe kuliki , szczęśliwe rybitwy ,
Co nad nią powietrzne zawodzą gonitwy .
Oj ! Mazur ja , Mazur pomiędzy obcemi ,
Zmarnuję ja młodość na nie swojej ziemi .
……………………….
Teofil Lenartowicz (1822 -1893 ) .
Przedruk [ z ] Teofil Lenartowicz.Poezje wybrane .LSW ,Warszawa,1974.
Domowe Bogi
Rodzinna strzecho ! i wiejski kościółku !
Jakby nie było - gdzieby się nie zwrócić …
Wiecznie wracacie jak w zaklętym kółku ,
By skrzepłą duszę ku miłości cucić …
I wiecznie , wiecznie jakby głos skowronka ,
Każdej się wiosny odzywa tęsknota
Do owej strzechy i tego kościółka.
Gdzie nam świeciła z młodu zorza złota !
A czy szczęśliwie , czy tam padło marnie :
Ojczystej lipy najcienistrze chłody ,
Rodzinnej wioski najzieleńsze darnie ,
Domowych zdrojów najweselsze wody .
Bo jak stróż Anioł , jak Anioł pociechy ,
Postać rodziców górą się unosi ,
Co młodość strzegła - a dziś może grzechy -
I dla nas w niebie , tam o łaskę prosi ….
Wincenty Pol ( 1807 - 1875 )
Przedruk [ z ] Dzieła W. Pola , tom I , Nakł. Sp. Wyd. K. Miarki , Mikołów G. Śl .
Moje strony
Pola , gdzie żniwa w plony obfite
Stajami świecą , jak dojrzy okiem ,
I łąki wonnym kwieciem pokryte ,
Wody szumiące jasnym potokiem .
Słońce , co złotem gaje powleka ,
Pełne uroku jak przyjaźń człeka ;
Tam zszedł błogo życia początek ,
Tam jest mój luby rodzinny kątek .
Pod skrzydłem dębu , topoli piórem
Gromada ptasząt zaśpiewa chórem ,
A w którą stronę wiater powiewa ,
Słodka melodia w ucho się wlewa .
Pod drzewem domek dziada , pradziadka ,
Tam mnie na ręku nosiła matka ;
Wszystko się sercu tak mile śmiało ,
Wszystko , com kochł , tam się zostało .
…………………………..
Teofil Lenartowicz ( 1822 - 1893 ).
Przedruk z Teofil Lenartowicz . Poezje . P I W , Warszawa 1968.
Pejzaż .
Mieczysławowi Bartniczakowi .
Rozchwiane pióropusze wierzb ,
zbłąkane sosny pośród pól ,
przydrożny perz ,
jałowych piasków ból
i łany niskich zbóż .
Nad kołdrą iskier
powietrze w febrze drży ,
słońce złotym dyskiem
spada na ostrza lasu ,
sypie skry .
Chaty idą wzdłuż dróg ,
skrzypi ramię żurawia ,
kwitnie złocień i głóg ,
bocian modły odprawia .
Pejzaż cichej równiny
wklejasz w korale ócz
i zapach sośniny
wciągasz do płuc .
Longin Jan Okoń .
Przedruk [z ] Almanach poetycki, Wydawnictwo Lubelskie , 1967.
Chata rodzinna
Zielenią brzozy ocieniona
Maleńka stoi chata ,
Słomianą strzechą otulona
W patynę lat bogata .
Skrzywione odrzwia , próg przegniły
Cichego strzegą wnętrza ,
Już się i ściany pochiliły
W tej chacie z lat dziecięctwa .
Chociaż ją wkrótce burze zniszczą ,
Lgnę do niej sercem całem
Z chat wszystkich mi najmilsza
Bo w niej się wychowałem .
Jerzy Jabłonka ( 1925 - 2000)
Przedruk [ z ] 5 rzek .Kwartalnik ,Ciechanów , 1965 , Nr. 3 ( 36 )
W mojej wsi Nagoszewo
Ziemio wpleciona między bory
W kołyskę krzewów i jaskółek ,
Gdzie torfowiska i ugory
Łączą się w pola , szare czułe !
Gdzie płoty obok chudych pastwisk
Jak pięciolinie z ptasim śpiewem ,
Gdzie nieruchome nocą piaski
W słońcu zrywają się płomiennie
I ogarniają sad powiewem .
Ziemio przez rzeki oblężona
W bandażach brzóz cierpliwie wiernych ,
Mojego losu narzeczona
Przyjmij zwyczajne moje śpiewy …
O Tobie pierwszy wiersz - piosenkę
Uplotłem z szeptów olszynowych ,
Tobie przyrzekłem z niemym lękiem
Kochać twe wody , łąki , bory .
Czy mnie Ojczyzno usynowisz ?
Kazimierz Śladewski . Nagoszewo , pow. Ostrów M.
Przedruk [ z ] 5 rzek ,kwartalnik , rok IX , 1965 , nr. 3 ( 36 ) .
Ostrów Mazowiecka
Miasto ciche jak sen
otulone zielenią
pod Puszczą Białą
przyklęka dzień
i zbiera mgły
mlekiem rozlane nad ziemią .
Gdy kolce gwiazd
księżyc powbija w jedwabną czerń
i srebrny deszcz oświeca miasto
zagubiony w smutku świerszcz
na skrzypcach balladę nući -
o kościuszkowskim powstaniu
o Jaśku co z wojny nie wróci
o powieszonym ułanie
o leśnym Antonowie
o hitlerowskich siepaczach
o dawnej Ostrowi
o sercu co nad minionym płacze ….
A kiedy dzień
połamie kolce gwiazd
i w stągiew zbierze mgły
ratusz ostrym dłutem wieży
słoneczne krzesze skry
i złoci świeże tynki domów
i rzuca uśmiechu blask
-- oto miasto z wielu miast !
.
Longin Jan Okoń
Przedruk [ z ] 5 rzek , rok XII , 1968 , numer ostatni .
Moje miasto .
Fragment
.
Skryte w sosen odwiecznej zieleni ,
Na krawędzi historii i czasu ,
Ostrów , miasto mazowieckiej ziemi
Trwa wśród piasków , bagien i lasów.
Przed wiekami , skrawek pergaminu
Z zezwoleniem książęcym , łaskawym
Zmienił cichą wśród lasów wioszczynę
W miasto , nowym obdarzone prawem.
Domy twardo ziemi uczepione ,
Często w gruzy kładzione wojnami ,
Odrastały znów , niskie , drewniane
Pod zielono rudymi sosnami .
Petronela Pawłowska , Ostrów 1963 r .
Przedruk [ z ] Petronela Pawłowska . Wiersze.Tarnowskie Towarzystwo Kulturalne, 1993 .
Mazur
Piękna nasza Polska cała ,
Piękna , żyzna i nie mała !
Wiele krain , wiele ludów ,
Wiele stolic , wiele cudów ;
Lecz najmilsze i najzdrowsze
Przecież człeku jest Mazowsze !
Bo gdzie takie cudne stroje
I śpiewanki i dziewoje ?
Kto w podkówki tak wykrzesze ?
Komu miłe tak pielesze
Jak ojczyste Mazurowi ?
Niechaj cała Polska powie .
Poza Niemnem puszcza sroga ,
A na Rusi błotna droga ,
Góral zbytnie podkasały ,
A Ordaki lud zniemczały ;
A więc nasza , nasza góra ,
Niemasz w świecie nad Mazura !
Mówią , że tam na Podolu
Rośnie żyto bez kąkolu ;
Ale u nas dary Boże
Płyną Wisłą aż za morze ,
Przyśpiewują jej flisaki ,
I grosz ma człek jaki taki .
Gdzieś za światem Dniepr płynie ,
Sławne konie w Ukrainie ;
Ale kto jak Mazur właśnie ,
Wioząc z konia biczem trzaśnie ?
Kiedy jedzie do Warsięgi
Mówią wszyscy Mazur tęgi !
Tęgi Mazur wej w pokoju !
Lecz się przyda i do boju ,
Znane w Polsce kosyniery ,
I do boju Mazur szczery ,
Gdy do kosy się przyłoży ,
Tnie Moskala jak gniew Boży .
Dana , dana , dana , dana ,
Za Ojczyznę miła rana !
Prędzej zginą rzeki , góry ,
Niźli Polska i Mazury .
Bies cię porwie Mikołaju ,
A swoboda będzie w kraju .
I zanucą w Polsce ludzie
O Mazurach i o cudzie ;
Bo Bóg , żeby świat dziś tworzył
Już z Mazurów by go złożył
…………………………
Wincenty Pol ( 1807 - 1872 )
Przedruk [ z ] Dzieła W. Pola , tom I , Nakł. Sp. Wyd. K. Miarki , Mikołów G. Śl.
Do wieśniaczki
Wiersz przypisany na pamiątkę W. W.
Witaj , nadobne dziewczę ! co w niedzielny ranek
Długie pacierze mawiasz - cicha , jak baranek
Na chorągwi kościelnej - w każdym kącie chaty
Żyjąca świeżym czynem - tu , na prostym stole ,
Zmyte naczynia stawiasz , jak po deszczu kwiaty -
Tam znów , wilgotny piasek w złotym sypiąc kole ,
Szarą podłogę krasisz , maisz tatarakiem ,
Ażeby wszystko było wedle tej pogody ,
Którać na czole świeci . - Ty z domowym ptakiem
I z kwiatem , co na szybach gęste liście wspiera
Zawsze masz czas pomówić . A jak w toniach wody
Cichy brzeg mchem zielonym się przeziera
I polotnym obrazem nęci wzrok w odbiciu ,
Tak i myśl twoja póty , póty w sercu wzbiera ,
A mimowolnym czynem odbije się w życiu .
Twoje myśli są w sercu - twoje serce w domu
I dom bez serca twego byłby tylko drewnem ,
Jak drewno znikłby w próchnie , lub uściskach gromu ;
Rozpłakałby się może , lecz nie czuciem rzewnem ,
Jeno tym głosem ducha , co pod mokrą korą
Długo , cieniuchno piszczy , kiedy drewka gorą .
Miłość twa , jak jagoda , sama w usta płynie ,
A uścisk szorskiej dłoni , lubo nie światowy ,
Jednakże taki pewny , że by nie dziewczynie ,
Lecz wojakowi przystał . Ty - nie łamiesz głowy
Nad strojem , jako brzoza , co się nie kłopocze ,
Czy ją śnieg brylantuje , czy ją wicher krzywi ,
Bo gdy da Pan Bóg dożyć , bocian zaklekocze ,
Wszystko się razem znajdzie , wszystko się odżywi .
Warszawa , dnia 11 maja 1841 .
Cyprian Kamil Norwid ( 1821 - 1883 )
Przedruk z Cyprian Norwid , Pisma wybrane , tom I , P.I.W. , Warszawa 1968 .
Być może
Być może , gdzie indziej są ziemie piękniejsze
i noce gwieździstrze i ranki jaśniejsze ,
być może , bujniejsza , zieleńsza jest zieleń
i ptaki w gałęziach śpiewają weselej -
Być może , gdzie indziej … lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza .
Są zmierzchy na fiordach i cienie piramid ,
i zorze polarne i sen pod palmami ,
stubarwne motyle , baśniowe ogrody
i miasta w ogrodach cudownej urody -
Być może , gdzie indziej … lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza .
Być może , być może , że wszystko gdzieś lepsze -
i ptaki , i gwiazdy , i śpiew , i powietrze ,
że były gdzieś nawet szczęśliwsze narody
i drzewa wdzięczniejsze od wierzby u wody -
Być może , gdzie indziej … lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza .
Stanisław Ryszard Dobrowolski
Przedruk z Mazowieckie rytmy . Antologia poezji o Mazowszu , Wybór S.R. Dobrowolski , Towarzystwo Naukowe Płockie , Płock , 1973 .
Nox vadit …
I
Przez mazowiecką równinę senną
Noc idzie srebrna , rzeźka , cicha ,
W dal idzie jasną i promienną,
Balsamem śpiących łąk oddycha …
Świerszczów jej dźwięczna gra kapela ,
Z traw na nią głośno derkacz woła ,
A kwitnącego morze ziela
Chyli się przed nią dookoła …
Wiatr - giermek szatę niesie zwiewną ,
Z przędziwa mgły wieczornej tkaną ,
Za swoją panią i królewną ,
W cichy śpiew łąki zasłuchaną …
Przez mazowiecką równinę senną
Noc idzie z giernmkiem swoim cicha ,
W dal idzie jasną i promienną ,
Balsamem śpiących łąk oddycha …
I I
Idzie a przed nią srebrnolicy
Miesiąc swój krąg spokojnie toczy ,
Idzie w zadumie i tęsknicy
Po niezmierzonej pól roztoczy …
Rosą dojrzłe kłosy poi ,
Na pszenicznego pełen złota
Łan , co czekając sierpa stoi ,
Z srebrnego sypie ją rzeszota …
Idzie tak cicho przez równinę ,
Wsłuchana w pieśń dalekich borów ,
Mija kwitnącą koniczynę ,
Melancholijny smug ugorów …
Wchodzi na biały zagon gryki ,
Dotyka maków śpiących dłonią -
Świerszcze jej grają , a koniki
Coś za nią dzwonią , dzwonią , dzwonią …
I I I
Idzie noc srebrna , zadumana ,
Osnuta siecią mgieł pajęczą ,
A przed nią boru czarna ściana
Zamykająca świat obręczą …
A przed nią stare szumią drzewa ,
Sosony srebrnieją od księżyca ,
Ciepły już z dala wiatr zawiewa ,
Pachnie jałowiec i żywica …
Noc wchodzi srebrna w bór wiekowy ,
Wkoło się jodły modląc chwieją ,
Sosny zielone chylą głowy ,
Czar tajemniczy idzie knieją …
Wśród drzew się mości droga złota
I noc przechodzi cicha po niej ,
A za nią idzie w mgłach tęsknota
I świerszczów chór w oddali dzwoni …
I V
Noc idzie cicha ponad rzeką
Pomiędzy łozą i wikliną ,
Miesiąc osrebrzył toń daleką ,
Fale z tajemnym szeptem płyną …
Po brzegach trzcin się lasy złocą ,
Olbrzymich topól leżą kłody ,
Na niebie ognie gwiazd migocą ,
Wpatrzone w dno srebrzystej wody …
Na kępie kędyś w ciszy śpiewa
Żab rechoczących chór dobrany -
Majestatycznie szumią drzewa ,
Toczy się sennie nurt wiślany …
Noc idzie cicha ponad rzeką ,
W wód się przegląda srebrnej toni ,
A gdzieś na łące , hen daleko
Orkiestra świerszczów dzwoni , dzwoni …
Części V i VI pominięte .
Stefanowi Dobrowolskiemu - Zdzisław Dębicki ( 1871 - 1931 )
Przedruk z Lirnicy Mazowieccy . Antologia wierszy , tom I ,1569 - 1918 , Wybór Jan Witan , Wyd. I , Mazowieckie Towarzystwo Kultury , Warszawa 1997 .
Septet Mazowiecki
………………
Przez ostępy , leśne dukty
szli książęta i królowie
za zwierzyną w trop , dopóki
nie zabłysło w ciosach stali
porębiańskie ostrze drwali .
Bory , knieje tępił topór ,
ledwie z nich stawiły opór
puszcza zielona , kurpiowska
i niepodległa kampinoska .
Na wydm usypiskach sosny
żywot karłowaty wiodą ,
brzozy z lasu się wyniosły
biegną starowiejską drogą .
Do zagajnika na bagna
olsze cios siekiery zagnał .
Klęczą schylone nad wodą ,
chcą w toń skoczyć , nie mogą .
Stefan Gołębiowski
Przedruk ] z ] W głąb lasu. Las w polskiej literaturze i sztuce . Pr. zbior. , Sport i Turystyka , Warszawa 1985 .
Zagrodowa
Nasza szlachta zagrodowa ,
Ta od Łosic , od Makowa,
Zawsze jedna , jednakowa,
Jaką była , tak została
Wszystko wiernie przechowała ,
Dziarska , śmiała i zuchwała .
Sejmikować wielce rada ,
Za sejmikiem aż przepada ,
Prędka zgoda , prędka zwada .
Sejmik , szklanka , pohulanka ,
Chwała braci , żarty z panka ,
Taki szlachcic ze zaścianka .
A szlachcianka na zagonie
Jeszcze śpiewa o Filonie …
O rycerzch cuda roi ,
Przeszłością się niepokoi ,
Zadumana w polu stoi .
Wiejskie dziewczę - parobczaka ;
Ta powiada : ja nie taka ,
Dla szlachcianki trza - wojaka !
U niej mąż nie w polu kosi ,
A przy boku szablę nosi ,
Takiej Józi , takiej Zosi .
I stąd śpiewa w cichym lecie ;
Tam na błoniu błyszczy kwiecie ,
Stoi hułan na widecie .
Śpiewa , śpiewa z całej duszy ,
Aż matczyny ogród głuszy ,
Aż się oko łzą zapruszy .
Wtedy zwiśnie młoda główka ,
Zaniemieją w ustach słówka ,
Już jej ciasna ta rogówka .
I tak stoi z twarzą bladą
Nad lebiodą , nad rosadą ,
Aż ktoś krzyknie : Goście jadą !
-Goście jadą ! - krzyczy sroczka ,
Zaśmieją się pannie oczka ,
Aż podskoczy panna skoczka .
Może ten a może owy ,
Lecz nie inny , jak wojskowy ,
Z znakiem służby narodowej .
Serce puka na myśl samą ,
Brzękła szabla przed ich bramą :
- On przyjechał , mamo ! mamo !
W tym ; on wszystko wygadała ,
Samochcący się wydała ,
Kogo sercem pokochała .
Jak nie kochać , kiedy grzeczny ,
Jak nie kochać , gdy serdeczny ,
Jak nie kochać , gdy waleczny .
Jak nie kochać cała siłą ,
Jak nie kochać kiedy miło ,
Kamienne by serce było .
Teofil Lenartowicz ( 1822 - 1893 )
Przedruk z Teofil Lenartowicz . Poezje , PIW , Warszawa 1968 .
W odpowiedzi J. Chełmońskiemu
na jego ,, Powrót bocianów ".
To nie tak jak wtedy , że lniana siermięga ,
Że boso , że garnek gliniany ,
Socha drewniana , woły w zaprzęgu ,
Choć górą te same bociany …
To nie tak jak wtedy; płachta przez plecy ,
Siew ręką …O dolo cierpliwa …
Krzyk maszyn nam łuny rozniecił …
Inaczej dziś siejba i żniwa …
Lecą , lecą bociany .. Przez pola jak uciął
Pieśń śpiewa i siewnik i traktor …
Dzień się dopełnił , chłop sochę porzucił ,
Sen się o chlebie stał faktem …
Lecą , lecą bociany … Spokojnie śnij , mistrzu ,
Przemian przewielkich dziś chwila :
Ziarno do siewu maszyna oczyszcza
I słońce chłopom nachyla ….
Stanisław Buczyński ( Powiat Przasnysz ).
Przedruk [ z ] Antologia współczesnej poezji ludowej , LSW , 1972
Mazowsze
Ostrogi nam zdarto z bosych pięt
gdzież końskich kopyt pieśń gniewna ?
Zgasł ułańskich lanc srebrny blask ,
młodość moja jest szara i Ojczyzna zgrzebna .
Czasem w oknach chat zalśni blask nieufny ,
gdy krzykiem motorów rozjuszy się droga .
Wierzby jeszcze nie wierzą maszynom ,
jeszcze baby w gębach mielą trwogą .
Ale już coraz szerzej , prędzej
elektryczność w sieć chwyta człowieka .
W nowe sprawy nas wtłacza czas nowy
i stare Mazowsze przez pole ucieka .
Jerzy Rawczyn . Ostrołęka .
Przedruk [ z ] 5 rzek , rok XI , 1967 , nr. 3 ( 44 ).
The Giaur ( niewierny )
Dziwna ! gdy kraj ten natura obrała
Na ogród Bogów i hojnie nań zlała
Tyle bogactwa , piękności tak wiele
Jakby we własnym zakochana dziele .
Dziwna ! że dzieła własnego się zrzeka
I dziś natura wpuszcza tu człowieka,
Który , odwieczny miłośnik zniszczenia ,
Ogród Edeński na nowy wyplenia.
I jako leśny dzik kwiecie wytłacza ,
Nie pokropione znojami oracza,
Ani znające ręki ogrodnika !
Tu kwiecie samo dookoła wynika ;
Za tyle wdzięków , za taką obfitość ,
Uprasza tylko człowieka o litość .
George Byron ( 1788 - 1824 ).
Przekład A. Mickiewicza
Uwaga ! Będą uzupełnienia .
HISTORIA
Starostwo Powiatowe w Ostrowi Mazowieckiej
Wszelkie prawa zastrzeżone